– Tak…? – Ton głosu Raymonda zdradzał napięcie.

– Co jest grane? – usłyszał głos Łącznika.

– Nie wiem. Próbowałem skontaktować się z Jugolem, by wybadać, co się stało w Stambule, ale najwyraźniej zapadł się pod ziemię. Nie odbiera telefonów.

– W dziennikach nie ma żadnej wzmianki o relikwiach.

– Wiem. Właśnie oglądam CNN, mówi się o wybuchu gazu.

– Ja wiem nieco więcej. Na prośbę Centrum do Walki z Terroryzmem rząd turecki postanowił zataić przez kilka godzin prawdę. W zamachu zginęło dziesięć osób, oprócz dziewczyny i jej towarzyszy. Sala z relikwiami prawie nie ucierpiała.

Raymond nie pytał, skąd Łącznik o tym wie. Ludzie, których reprezentował, mieli znajomości we wszystkich rządach świata, a więc nietrudno im było zdobyć wiadomości z pierwszej ręki.

– Moi zleceniodawcy są bardzo źli – powiedział Łącznik. – Pan zapewniał nas, że wszystko pójdzie jak z płatka.

– Nie rozumiem, co się mogło stać.

– Rozmawiał pan ze swoim koleżką al-Bashirem? W Jerozolimie jakiś terrorysta wysadził się w powietrze pod Bramą Damasceńską.

– Wiem, przed chwilą dowiedziałem się o tym z CNN.

– Brama Damasceńska jest kawał drogi od Grobu Pańskiego.

– To też wiem.

– A więc al-Bashir również nawalił.

– Pozostały jeszcze Santo Toribio i Rzym – przypomniał Raymond.

– I co z tego? To już bez znaczenia. Nie chodziło nam o samobójstwo kilku terrorystów, tylko o konfrontację między krajami islamskimi, zaopatrującymi świat w ropę, a Zachodem. Ilena miała zniszczyć relikwie Mahometa, o to nam właśnie chodziło. Fakt, że ona sama nie żyje, nie ma znaczenia. Kogóż obchodzi jeszcze jeden martwy terrorysta? To samo dotyczy tego nieszczęśnika z Jerozolimy, który wysadził się w powietrze, zabijając przy okazji kilku przechodniów. I co z tego? Przecież to najzwyklejsze, nic nieznaczące zamachy. Obawiam się, panie hrabio, że ktoś gdzieś czegoś nie dopatrzył.

– Co chce pan przez to powiedzieć? – W głosie Raymonda brzmiała niepewność.

– Ostrzegałem pana. Moi zleceniodawcy nie uznają porażek.

– Operacje były doskonale zaplanowane, powtarzam, nie wiem, co się stało.

– Niech pan się postara skontaktować z Jugolem. Powinien już wiedzieć, co zawiodło w Stambule.

– Dobrze, spróbuję jeszcze raz.

– Niech pan przyjrzy się wszystkim etapom operacji i sprawdzi, gdzie popełnił pan błąd. Aha, i niech pan zadzwoni do al-Bashira, on również musi wytłumaczyć się z tej porażki.

Łącznik przerwał połączenie, nie dając Raymondowi czasu na odpowiedź. Hrabia natychmiast wybrał numer Jugola, ale znów odpowiedziała mu głucha cisza. Zadzwonił do Salima, lecz wysłuchał tylko komunikatu poczty głosowej z prośbą o zostawienie wiadomości. Rozłączył się przygnębiony.


Santo Toribio, Potes, Wielki Piątek


Arturo Garcia przekazywał właśnie funkcjonariuszom policji i żandarmerii wszystko, co wiedział o dwóch młodych mężczyznach, którzy piętro wyżej liczyli minuty do wysadzenia w powietrze siebie razem z kawałkiem krzyża Chrystusowego przechowywanego w Santo Toribio.

Hiszpański przedstawiciel unijnego Centrum do Walki z Terroryzmem udał się do Kantabrii świadomy powagi sytuacji. Minister spraw wewnętrznych był bardzo stanowczy w rozmowie z Garcią: nie chciał słyszeć o żadnych ryzykownych posunięciach, nie interesowało go, czy terroryści skontaktują się przed akcją ze wspólnikami. Należało za wszelką cenę uniknąć zamachu, dlatego kazał natychmiast aresztować podejrzanych i, broń Boże, nie wpuścić ich do Santo Toribio.

Jedna z policjantek przebrała się za pokojówkę. Na papierze jej zadanie wyglądało dość banalnie: weźmie wózek z czystą pościelą i ręcznikami, zapuka do pokoju zajmowanego przez terrorystów, ci jej otworzą, a wtedy wejdzie do środka. Za nią wpadną jej koledzy. Trudno było przewidzieć reakcję terrorystów, ale należało przypuszczać, że spróbują zdetonować materiały wybuchowe. Operacja była więc bardzo niebezpieczna, jej uczestnicy ryzykowali życie.

Dyrektor hotelu mimo zdenerwowania zastosował się do poleceń policji. Ewakuowano po cichu cały hotel: pukano do każdego pokoju i proszono gości, by zeszli w ważnej sprawie do recepcji. Na dole wyprowadzano ich tylnymi drzwiami jak najdalej od hotelu.

Arturo Garcia nie mógł się nadziwić dopisującemu im szczęściu. Przecież w każdej chwili terroryści mogli zejść do recepcji i zorientować się, co się dzieje.

Był to wyścig z czasem, mieli świadomość, że każda minuta jest na wagę złota. Komisarz Garcia nie odetchnął, dopóki nie odnalazł dwóch autokarów z biura podróży Omara. Terroryści zamierzający dokonać zamachu w Santo Toribio na pewno ukryli się w tej właśnie grupie pielgrzymów. Jakieś wystraszone staruszki opowiedziały mu o „dwóch sympatycznych chłopcach” o arabskich rysach, którzy są jednak dobrymi chrześcijanami, bo przyjechali po odpust.


Mohamed krążył po pokoju zły na Alego, który guzdrał się z ubieraniem.

– No, pospiesz się!

– Niby po co? Jest dopiero jedenasta, mamy jeszcze całą godzinę.

– Albo się pospieszysz, albo wychodzę.

– Jak sobie chcesz.

Mohamed usiadł na łóżku i zaczął kontemplować widok za oknem.

– To bardzo spokojne miasteczko. Tylko popatrz, dzień już zaczął się na dobre, a na ulicach pusto.

– Pośpiech jest złym doradcą – mruknął Ali. Mohamed sięgnął po komórkę i wybrał numer domowy. Nie mógł znieść myśli, że jego kuzyn Mustafa chce zamordować Lailę.

Usłyszał ponury głos ojca i zrozumiał, że jego siostra jest już martwa.

– Synu, gdzie jesteś? Przyjeżdżaj natychmiast, stało się coś potwornego.

Mohamed słyszał w tle szlochanie i zawodzenie matki i Fatimy.

– Nie mogę przyjechać, mam ważną sprawę do załatwienia.

– Synu, twoja siostra… Mustafa zabił Lailę… Mówi, że zrobił to dla naszego dobra… Synu, proszę, przyjeżdżaj!

Poczuł, że się dusi. Ali obserwował go w milczeniu, w jego oczach Mohamed wyczytał naganę.

– Nie mogę, tato. Bardzo was kocham, powiedz to mamie… mama i ja… cóż, nie potrafiliśmy się dogadać, wiem, że ją zraniłem.

– Ależ synu, co ty wygadujesz? Co masz na myśli? Na miłość boską, Mohamedzie!

Nagle w telefonie rozległ się rozkazujący głos Mustafy, który wyrwał stryjowi słuchawkę.

– Nie powinieneś był dzwonić – warknął kuzyn.

– Co jej zrobiłeś?! – krzyknął Mohamed.

– To, czego ty nie miałeś odwagi zrobić. Możesz mi podziękować, panie ważniaku. A skoro już dzwonisz, powiedz swoim rodzicom, by przestali kwękać. Muszę się stąd zbierać, powiedz, żeby nie wzywali policji, dopóki nie będę bezpieczny. Rozkaż im to, bo w przeciwnym razie będę musiał…

– Zamknij się! Nie waż się ich nawet tknąć.

– To rób, co mówię.

Znów usłyszał w telefonie załamujący się głos ojca. Jakże nienawidził Mustafy!

– Synku… dlaczego?- Ojcze, słuchajcie Mustafy, w przeciwnym razie może wam zrobić krzywdę.

– Fatima znalazła ją w jej pokoju… poderżnął jej gardło… potworność. Twoja siostra… Niech Allach się nad niąulituje! Moja biedna córeczka! Twoja matka straciła rozum, nie pozwala nam zbliżyć się do Laili, tuli ją do siebie i… To straszne, synu, straszne!

– Tato, posłuchaj mnie! Pozwól Mustafie uciec, powiedz mu, że zaczekacie z wezwaniem policji. Dajcie mu trochę czasu. Tato, gdyby Mustafa jej nie zabił, zrobiłby to kto inny… Laila… Laila sprawiała kłopoty, ostrzegałem ją, zresztą ostrzegałem i was, ale nie chcieliście mnie słuchać… Kochałem ją…

Mohamed wybuchnął płaczem, Ali wyrwał mu telefon z rąk.

– Panie Amir – powiedział – niech pan posłucha Mohameda, tak będzie najlepiej dla wszystkich. Proszę zaufać mądrym osobom stojącym na czele naszej wspólnoty.

Potem oddał telefon Mohamedowi, który chciał rozmawiać z Fatimą.

– Przemów im do rozumu – poprosił żonę. – Nie pozwól mojej matce dzwonić na policję. Mustafa musi uciec, przecież wiesz.

– Nie trzeba było jej zabijać – usłyszał głos Fatimy.

– Co ty możesz wiedzieć, głupia babo! Jak śmiesz krytykować decyzje naszych przywódców. Zapytaj swojego brata, dlaczego Laila musiała umrzeć, no, zapytaj go. To on tak postanowił! – krzyknął Mohamed.

Ali wyrwał mu telefon i rozłączył się. Następnie zmusił przyjaciela do wypicia szklanki wody.

– Nie powinieneś dzwonić do domu, przecież wiedziałeś, co się święci.

Przerwało im głośne pukanie do drzwi. Mohamed otarł łzy grzbietem dłoni, Ali podszedł do drzwi i zapytał kto tam.

– Pokojówka, przyszłam po ręczniki.

– Proszę chwilę poczekać, zaraz wychodzimy – odpowiedział Ali.

– Dobrze, ale może mogłabym zabrać ręczniki już teraz. Będę bardzo wdzięczna.

Ali otworzył drzwi i zobaczył kobietę w średnim wieku, która uśmiechała się do niego uprzejmie.

– Przepraszam, że przeszkadzam, mogę wejść do łazienki po ręczniki?

Pokojówka pchnęła drzwi, nie czekając na odpowiedź, Ali odsunął się, by ją przepuścić. Mohamed odwrócił się do okna, nie chcąc, by pokojówka widziała, że płacze. Zaniepokoiły go dziwne odgłosy, a gdy się obejrzał, pokój był pełen żandarmów w cywilu, którzy celowali do niego z pistoletów maszynowych. Jeden z nich zdążył już powalić Alego na podłogę i wykręcić mu ręce, a teraz zakładał mu kajdanki.

Mohamed nie stawiał oporu. Nie zdążył założyć pasa z materiałami wybuchowymi, więc nawet gdyby chciał, nie mógłby popełnić samobójstwa. W rzeczywistości poczuł ulgę i pozwolił założyć sobie kajdanki. A jednak nie będzie musiał pożegnać się z życiem, Allach najwyraźniej nie chce jego ofiary. Ocalił go i we Frankfurcie, i teraz. Mohamed obiecał sobie, że nigdy więcej nie będzie próbował zostać męczennikiem.

Wyszli z hotelu pod eskortą policjantów i żandarmów. Starszy mężczyzna w cywilu przyjrzał im się z zaciekawieniem, a potem zapytał jednego z żandarmów, czy przeszukano pokój i natrafiono na materiały wybuchowe.

– Tak, te aniołki miały przygotowane dwa pasy z takimi materiałami. Znaleźliśmy je w szafie, mogli je zdetonować w każdej chwili.

– Dobra robota.

– Święte słowa, panie komisarzu. Te łajdaki mogły zabić wielu niewinnych ludzi.

– Odprowadźcie ich do komisariatu. Przesłuchamy ich, a potem odeślemy do Madrytu.

– Tak jest, panie komisatrzu.

Arturo Garcia odetchnął z ulgą i zadzwonił do ministra spraw wewnętrznych, by poinformować go o wyniku operacji. Następnie zatelefonował do Brukseli, do Hansa Weina, a na koniec do Lorenza Panetty.

– Pański informator pomógł nam uniknąć krwawej jatki – powiedział Włochowi. – Proszę mu podziękować w moim imieniu, bo bez jego pomocy nie moglibyśmy zatrzymać tych dwóch bydlaków ani wpaść na trop Omara z Granady.

– Co zamierzacie zrobić z Omarem? – chciał wiedzieć Panetta.

– Nic.

– Nic?

– Przecież wie pan, jak wygląda nasza robota. Teraz, gdy wiemy już, że Omar należy do Stowarzyszenia, damy mu wolną rękę i zobaczymy, dokąd nas zaprowadzi – wyjaśnił Arturo Garcia.

– Proszę czym prędzej przesłuchać zatrzymanych, może powiedzą coś na temat zamachu planowanego w Rzymie.

– Spokojna głowa, właśnie się do tego zabierałem. Mam nadzieję, że powiedzą nam coś ciekawego, ale przede wszystkim, że dzięki nim rozpracujemy Stowarzyszenie. Obiecuję, że zadzwonię do pana, gdy tylko się czegoś dowiem.


45

Ojciec Aguirre był pogrążony w myślach, nie odzywał się od dłuższego czasu. Lorenzo obserwował go z niepokojem: twarz leciwego kapłana nabrała woskowej barwy, w jego oczach można było wyczytać ogrom nękającego go cierpienia.

– Został tylko Rzym. Właśnie dowiedziałem się od naszego człowieka w Hiszpanii, że udało się zażegnać nieszczęście w Santo Toribio – oznajmił Panetta.

Komisarz Moretti podał mu telefon, Hans Wein był na linii.

– Hans, wiem już o wszystkim, rozmawiałem przed chwilą z Garcią. Chwała Bogu, przynajmniej Hiszpanie uniknęli zamachu i ocalili relikwie. No, na dobrą sprawę na razie żadne relikwie nie ucierpiały: ani kawałek lignum crucis z Jerozolimy, ani z Hiszpanii, ani pamiątki po Mahomecie.

Panetta wysłuchał poleceń Hansa Weina. Jego szef był równie mocno jak on zdenerwowany sytuacją, bał się, że lada chwila Stowarzyszenie dokona zamachu w Rzymie.

– Wielkie nieba! Że też nie wpadłem na to wcześniej! Co za głupiec ze mnie! – krzyknął nagle ojciec Aguirre.

– Ojcze, proszę się uspokoić… – tłumaczył komisarz Moretti kapłanowi, który zerwał się na równe nogi z wytrzeszczonymi oczami.

– Wiem, gdzie zaatakują! – oznajmił jezuita.

Panetta, Moretti oraz towarzyszący im policjanci zamarli, przyglądając się pytająco ojcu Aguirre, który wyglądał, jakby postradał rozum.

– Wiem! Pewnie, że wiem! Mój Boże, jak to możliwe, że wcześniej się nie domyśliłem!Lorenzo Panetta i komisarz Moretti zdołali nakłonić go, by usiadł.

– Raymond de la Pallisiere nienawidzi krzyża, symbolu pogardzanego przez karatów, i przyrzekł sobie, że go unicestwi. Terroryści próbowali zniszczyć relikwie lignum crucis przechowywane w Jerozolimie i w Santo Toribio, gdzie znajduje się największy zachowany fragment krzyża Chrystusowego, więc logika podpowiada, że spróbują również zniszczyć trzy rzymskie kawałki krzyża. Dlatego zaatakują bazylikę Świętego Krzyża Jerozolimskiego, gdzie znajduje się kaplica relikwii, a w niej trzy kawałki krzyża, kolce z korony cierniowej Zbawiciela, kawałek gąbki, którą go pojono… Tak, zamachowcy uderzą właśnie tam, jestem tego pewien.

– Brzmi przekonująco! – przyznał Panetta.

– Nie ma więc czasu do stracenia! – wykrzyknął komisarz Moretti.


Salim al-Bashir zgniótł kartkę, którą trzymał w dłoni. Wściekłość wykrzywiła mu twarz. Ta idiotka słono zapłaci za to, co zrobiła!

Jak mógł uwierzyć, że go posłucha? Walnął pięścią w ścianę i poczuł przeszywający ból w otartych knykciach. Jeszcze przed godziną był najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, a teraz…

Obszedł pokój, usuwając każdy ślad jej obecności. Zawsze był bardzo ostrożny podczas ich hotelowych randek: rezerwowali oddzielne pokoje i starali się, by nikt nie zauważył, jak się odwiedzają. Nigdy nie opuszczali hotelu razem, wracali do niego również osobno. Był przezorny do przesady, bo nie chciał, by widziano ich razem.

Poprzednią noc spędzili u niego w pokoju, sam ją zaprosił – przyniosła ze sobą tylko małą torbę, a w niej koszulę nocną i kosmetyczkę. Dziś rano, gdy wyszedł na spotkanie z przywódcą Stowarzyszenia w Rzymie, zostawił ją w pokoju, malowała się.